Moja historia antykoncepcji
Moja "przygoda" z antykoncepcją zaczęła się jakies 3-4 lata temu, gdy przyjechałam do UK. Zaobserwowałam bardzo dużo objawów zbyt wysokiego poziomu
hormonów męskich. Przede wszystkim bardzo wypadały mi włosy na głowie a na
całym ciele miałam ich za dużo, nie mogłam schudnąć, ciągle byłam zła i
agresywnie nastawiona i miałam nie regularne pod względem obfitości miesiączki.
Pogrzebałam w internecie i stwierdziłam, że muszę iść do lekarza i sprawqdzić czy to nie przypadkiem Zespół Policystycznych Jajników <PCOS>.
Po zbadaniu krwi i wyniku USG jajników, lekarka stwierdziła, że faktycznie mam policystyczne
jajniki i przepisała mi tabletki hormonalne czyli antykoncepcyjne. Dodam od razu, że tu w UK lekarz pierwszego kontaktu GP może przepisywać takie tabletki, bez konieczności konsultacji z ginekologiem.
Pierwszymi tabletkami jakie dostałam były
Microgynon 30 (Ethinylestradiolum 0,030mg/tabl., Levonorgestrelum 0,150
mg/tabl)
Brałam je przez około 2 lata. W czasie brania tych tabletek mój organizm
bardzo sie zmienił a zwłaszcza mój stan emocjonalny. Niestety hormony
tak zaczęły szaleć, że odbiło się to na moim życiu osobistym. Zrobiłam się
bardzo wrażliwa i zmieniłam pogląd na niektóre sprawy (serio!), co odbiło się
na moim życiu osobistym. W wyniku silnego stresu bardzo schudłam ale potem
wróciłam do swojej poprzedniej wagi. Nie miałam jednak większych problemów ze
zrzucaniem zbędnych kilogramów czyli nie byłam odporna na diety i
suplementację. Jeśli chodzi o wypadanie włosów to na początku nie stwierdziłam
poprawy, ale potem przestały aż tak mocno wypadać. W międzyczasie, na urlopie w
polsce, jak zwykle odwiedziłam ginekologa i zbadałam stan swoich jajników przez
wykonanie wewnętrznego badania USG. Lekarz stwierdził faktycznie, że mam PCOS
ale nie jest jeszcze tak źle i że na razie branie tabletek antykoncepcyjnych ma
dobry wpływ na mój organizm (chodziło o to, że negatywne skutki PCOS są
zahamowane). Po około 1,5 roku stosowania zauważyłam, że bardzo przetłuszcza mi
się cera i włosy znów bardzo wypadają. Zaczęlam używać różnego rodzaju kremów i
suplementów przeciw przetłuszczającej się cerze a także przeciw wypadaniu
włosów. Niestety wszystko pomagało na krótko. Z początku nie pomyślałam,
że może to być przez tabletki ale potem włączyłam szperacza internetowego i
stwierdziłam, że to własnie to. W internecie znalazłam też parę innych
negatywnych objawów, które zaobserwowałam u siebie a nie miałam pojęcia, że
może mieć to związek z tabletkami. Były to na przykład nocne zimne poty a także
dziwaczne snay i lęki. Pomyślałam więc, że chyba czas na zmianę.
W
ciągu tych dwóch lat przeprowadziłam się i zmieniłam przychodnie. Po dokładnym
przedstawieniu mojej historii nowemu lekarzowi (GP), podjął on decyzję (bez
dodatkowych badań!) i przepisał mi
Cilest (0,250 mg/tabl. Norgestimatum, 0,035mg/tabl. Ethinyloestradiolum).
Po pierwszym miesiącu stwierdziłam znaczną poprawę stanu włosów i
cery, ale to co sie działo oprócz tego było nie do zniesienia. Brałam te
tabletki tylko przez dwa miesiące, gdyż miałam straszne zmienne nastroje.
Przede wszystkim byłam ciągle wściekła i nawet najmniejsza rzecz, która mnie
zdenerwowała, powodowała silny gniew i rozdrażnienie a potem stany depresyjne.
Miałam też wilczy głód i tyłam w bardzo szybkim tempie. Pojawił się też
cellulit wodny i ociężałe nogi. W sumie, poza lepszymi włosami i cerą, wszystko
się pogorszyło, dlatego szybko poleciałam do lekarza (znów innego ale w tej
samej przychodni) i ten w końcu wykonał mi badania krwi i hormonów. Okazało
się, że nie jest tak źle i oprócz delikatnie podwyższonych hormonów męskich wszystko
jest ok. Zaproponował więc
Yasmin (Ethinylestradiolum 0,03
mg/tabl, Drospirenonum 3,00 mg/tabl)
jako lek nowej generacji, dzięki któremu miałam nie przytyć a problemy z
włosami i cerą miały minąć. Oczywiście zanim wzięłam pierwszą tabletkę przeszukałam
internet w celu pozyskania jak najwiecej informacji na ich temat i oczwiście
były różne. Stwierdziłam więc, że nie pozostaje mi nic jak spróbować i się
przekonać czy na mnie akurat zadziałają dobrze. Już po pierweszym miesiącu
wiedziałam, że jest o wiele lepiej niż na Cilestcie. Włosy przestały mi
wypadać, z cerą nie miałam problemów a głód był znośny. Głowa się
ustabilizowała i nawet zaczęłam trenować na siłowni i schudłam pare kilo. Jedna
nie było to już tak łatwe jak na Microgynonie. Niestety, euforia nie trwała
długo. Po jakich 7-8 miesiącach zaczęłam tyć a włosy znów zaczęły wypadać. Z
cerą nie było dużych kłopotów ale wszystko inne się pogorszyło. Znów zaczęłam
mieć wahania nastrojów i zimne poty nocne. Poleciałam więc do lekarza
(tego samego) i powiedziałam mu o swoim samopoczuciu. Stwierdził, że zmniejszy
dawkę hormonów i przepisał mi znów inne tabletki
Mercilon (Desogestrelum 0,15 mg,
Ethinylestradiolum 0,02 mg/tabl).
W tej chwili jestem w trakcie trzeciego miesiąca z tymi tabletkami i
stwierdzam, że nie był to dobry wybór. Czytając opinie w internecie nie
znalazłam jakichś złych przypadków ale z całą pewnością na mnie one nie
działają dobrze. Włosy wypadają cały czas tak samo, cera nie jest w najgorszym
stanie ale co chwile coś wyskakuje. Najgorzej jednak jest w nastrojem. Jestem w
tej chwili znów wściekła bez powodu a także ciągle głodna. Bardzo przytyłam
przez podjadanie a także przez mocno zwolniony metabolizm a tłuszcz oczywiście
osiadł na biodrach i dolnej części brzucha. Nie mam na nic ochoty a z ćwiczeń
na razie zrezygnowałam, bo nie przynosiły efektu (zapewne przez to, ze ciągle
jestem głodna i nie mogę sie pohamować) i do tego doszły problemy z plecami.
Pojawił się też cellulit i jako nowość dostałam dziwnych żylaków i małych żyłek
na udach i łydkach.
Podsumowałam sobie całe te lata brania tabletek antykoncepcyjnych i stwierdziłam, że muszę przerwać ich przyjmowanie, gdyż mój ogólny stan organizmu pogorszył się, ale też nie wytrzymuję już psychicznie z tymi wahaniami nastroju no i z tym w jakim strasznym stanie są moje włosy. Nie dość, że zrobiły się jeszcze cieńsze niż były, to jeszcze nieustannie od ponad 6 miesięcy wypadają i bardzo się przerzedziły. Widać to zwłaszcza w łazience, gdzie mam bardzo dobre światło. Nie są w ogóle podatne na jakiekolwiek układanie czy zwiększanie objętości, no i błyskawicznie są oklapnięte i wyglądają na nieświeże.
W tej chwili odstawiłam zupełnie całą suplementację. Nie biorę witamin ani żadnych tabletek na włosy i paznokcie. Zabrałam się za planowanie strategii doprowadzania mojego organizmu do porządku i do normalnego stanu. Wyczytałm w internecie, że na problemy z hormonami męskimi są inne sposoby, jak tabletki antykoncepcyjne, więc mam zamiar je wypróbować. Cały plan działania opiszę nastepnym razem.
Tymczasem piszcie jakie Wy macie doświadczenia z tymi lub innymi tabletkami antykoncepcyjnymi.
Pozdrawiam Was serdecznie :)




Ja po tabletkach utyłam i nie umiem schudnąć. Rozregulowały mi totalnie organizm. teraz dopiero po twoim wpisie uświadomiłam sobie dlaczego moje włosy tak wypadały;( niestety ale żeby odrosły trzeba je skrócić. Krótsze włosy są lżejsze a to już spora ulga dla słabych cebulek. Druga sprawa to siemię lniane - jest z tym babrania ale warto przekonać się do twej glutowatej mazi na włosach. Po miesiącu stosowania włosy rosną jak szalone. Co do detoksu nie jest on łatwy. Ja piłam tylko wodę niegazowaną, ograniczyłam sól i jadłam dużo grejpfrutów chociaż początkowo nienawidziłam tej gorzkości. Dało to jakiś efekt ale od zaprzestania antykoncepcji minęło już chyba ponad 3 lata a organizm dalej pokutuje. B.
OdpowiedzUsuńJa na razie nie obcinam a podcinam włosy. Niestety cały czas wypadają ale uzbroiłam sie w różne specyfiki aby im pomoc i nie chcę na razie ciąć ich na krótko, bo mimo iż nie mogę ich nosić rozpuszczonych, chcę nosić je długie. Nie wiem jak długo będę cierpliwa ;/ Jak stosowałaś siemię? Pozdrawiam
Usuń